Osada nawodna w okolicach Orzysza

Archeo_rycina
ZAPOMNIANY EPIZOD Z DZIEJÓW ORZYSZA ORAZ JEGO NASTĘPSTWA
 
Na początku lat sześćdziesiątych XIX w. podjęto decyzję o budowie w Orzyszu dużego młyna wodnego.

Obiekt wzniesiono bardzo szybko, bowiem już w 1863 roku został uruchomiony. Wkrótce jednak okazało się, że inwestycja ta przyniosła więcej strat niż zysków. Mianowicie, wskutek spiętrzenia dla potrzeb młyna wody w rzece Orzyszy podniósł się poziom lustra wody jeziora Orzysz i połączonych z nim akwenów, między innymi jezior: Czarne (obecna nazwa Wylewy), Tulewo i Wierzbińskie.Zalanych zostało prawie dziesięć tysięcy morgów łąk i najbardziej urodzajnych pól ornych. Problem był na tyle poważny, że zarządzeniem Rządu Królewskiego powołano Towarzystwo Melioracyjne, którego zadaniem było zlikwidowanie skutków tej swoistej, lokalnej katastrofy ekologicznej. Pierwszym posunięciem nowo powstałego towarzystwa było od­kupienie i zamknięcie "nieszczęsnego" młyna oraz rozebranie śluzy spiętrzającej wodę. Następnie podjęto decyzję o przekopaniu kanału (o długości jednego kilometra) łączącego jezioro Orzysz z rzeką Orzyszą, którą zrealizowano już jesienią 1865 roku. Te dynamiczne, zakrojone na szeroką skalę zabiegi okazały się wkrótce na tyle skuteczne, że ich rezultaty przerosły chyba nawet oczekiwania członków Towarzystwa Melioracyjnego. Mianowicie, już wiosną 1866 roku poziom wody w jeziorze Orzysz oraz w połączonych z nim zbiornikach obniżył się o ponad dwa metry. Spod lustra wyłoniło się kilkanaście tysięcy morgów terenu - zalanego przed kilku laty, jak też ukrytego pod wodą przez tysiąclecia. Szczególnie rozległe obszary osuszono w rejonie majątku Ostrów (ponad cztery­sta morgów), natomiast na wschód od wsi Odoje spuszczona została woda z jeziora Czarnego, dzięki czemu uzyskano trzysta morgów łąk. Zmeliorowano też, położone na południowy-wschód od Skomacka Wielkiego jezioro Tulewo, a największy zbiornik wodny w tej okolicy - jezioro Orzysz - znacznie zmniej­szył swoją powierzchnię. Oczom ciekawskich ukazał się wymarły dawno świat, którego istnienia nawet nie podejrzewali. W okolicy Czarnego i Ostrowia wyłoniły się spod wody ogromne korzenie i okazałe pnie potężnych dębów, które przed tysiącami lat rosły pojedynczo lub wchodziły w skład rozległych dąbrów.

Epizod ten nie został by najpewniej odnotowany w źródłach, gdyby nie ciekawość studenta Dembowskiego - syna właściciela majątku w Ostrowiu. Młodzieniec ten penetrując osuszone tereny natknął się pewnego dnia przy południowo-wschodnim brzegu jeziora Orzysz na wyniosłość dna o regularnym, prostokątnym w planie kształcie. Na "wysepce" tej znalazł fragmenty kości i naczyń glinianych oraz większą ilość leżących bierwion dębowych, sosnowych i brzozowych.

O odkryciu swoim powiadomił Dembowski miłośnika starożytności Eduarda Balduhna - właściciela majątku Krzywe koło Starych Juch. W 1866 roku Balduhn rozpoczął badania tego obiektu, który okazał się być reliktem nawodnego osiedla rusztowego z połowy I tysiąclecia p.n.e. Podczas tych prac określono zarys platformy rusztowej przy pomocy wierceń świdrem geologicznym oraz zdejmując ziemię przykrywającą drewnianą konstrukcję szpadlami i łopatami. Po roku przerwy spowodowanej bardzo deszczowym latem Balduhn wznowił badania osiedla w 1868 roku. W sierpniu tego samego roku rozpoczął wykopaliska innego osiedla nawodnego - zlokalizowanego przy wschodnim brzegu jeziora Tule­wo - które odkryto również w wyniku wspomnianej akcji melioracyjnej.

Następne osiedle tego typu stwierdzono w pobliżu majątku Ostrów, przy połu­dniowym brzegu Jeziora Czarnego. Również ono badane było wstępnie przez Eduarda Balduhna, któremu pomagał student Webthoff. Wśród bardzo licznych zabytków odkryto między innymi żelazne groty oszczepów oraz bogato zdobione paciorki szklane.

Właściciel majątku Krzywe właściwie ocenił doniosłą wagę swoich odkryć. Jako pierwszy zwrócił uwagę na podobieństwo odsłoniętych obiektów do słyn­nych w całej Europie, nawodnych osiedli palafitowych (czyli wznoszonych na palach) ze Szwajcarii i południowych Niemiec. Odkrycia Balduhna wzbudziły wielkie zainteresowanie mieszkańców Orzysza i okolic. Przyniosło to wymierne korzyści, w postaci zgłaszania innych, odkrywanych wtedy stanowisk archeo­logicznych. I tak, podczas wspomnianych już prac przy kopaniu kanału mającego połączyć rzekę Orzyszę z jeziorem Orzysz odkryto w 1865 roku unikalny skarb ozdób brązowych z IV - III p.n.e., który zawierał dwa ornamentowane naszyj­niki, dwie bogato zdobione bransolety spiralne oraz szpilę ozdobną z górną częścią uformowaną na kształt okrągłej tarczki spiralnej. Jeszcze bardziej interesującego znaleziska dokonano w miejscowości Grądy, około 2 km na północ­ny wschód od Orzysza. Podczas wydobywania torfu odkryto tam na głębokości czterech metrów szkielet dorodnego jelenia z wykonanym z brązu grotem osz­czepu. Charakterystyczna forma grotu (należy on do tak zwanego typu Kursisi) oraz jego znamienne położenie (w rejonie żeber zwierzęcia) pozwala datować na VII - VI wiek p.n.e. oraz interpretować jelenia jako nieodnaleziony łup ówczes­nego myśliwego.

Eduard Balduhn zadbał również o popularyzację wyników swoich badań w prasie regionalnej oraz naukowych czasopismach historycznych, na przykład Altpreussische Monatsschrift. Publikacje właściciela majątku Krzywe oraz zawarte w nich rewelacje odbiły się szerokim echem wśród prahistoryków i miłośników starożytności z Królewca i całych Prus Wschodnich.

Na marginesie przypomnieć trzeba w tym miejscu, że lata sześćdziesiąte XIX wieku to okres, w którym archeologia dopiero raczkowała - była dziedziną uprawianą wyłącznie przez amatorów i hobbystów, dążących do wydobywania z ziemi efektownych, starożytnych przedmiotów i antycznych monet. Tym większe uznanie dla Balduhna, który zabytki z finansowanych z własnych środków wykopalisk podarował instytucji społecznej - Towarzystwu Starożyt­ności Prussia w Królewcu.

Wyniki wstępnych wykopalisk Eduarda Balduhna były na tyle interesujące i obie­cujące, że po upływie pewnego czasu kontynuowano je na szerszą skalę. W latach 1873-76 wspomniane osiedla nawodne odsłonięto w całości, a zabytki odkryte w ich obrębie udokumentowano i określono pod względem chronologicznym.

Badania te przeprowadził Johannes Wilhelm Heydeck - malarz i profesor Akademii Sztuki w Królewcu, który interesował się również historią. Podczas wykopalisk prowadzonych na osiedlach nawodnych w rejonie Orzysza mieszkał Heydeck u Dembowskiego - właściciela majątku w Ostrowiu. W pracach tereno­wych służyli mu pomocą rzeźbiarz z Królewca Eckart, kapitan von Streng z Bartoszyc oraz wspomniany już student Webthoff. Do prac fizycznych miał do dyspozycji od piętnastu do dwudziestu (w zależności od potrzeb) robotników z pobliskich wsi. Oprócz osiedli nawodnych zbadał Heydeck w rejonie Orzysza kilka kurhanów, czyli grobowców z kamiennoziemnymi lub ziemnymi nasypami. Na przykład w miejscowości Odoje rozkopał kurhan, zawierający komorę grobo­wą w kształcie długiego korytarza kamiennego, w którym ustawiona była urna z przepalonymi kośćmi ludzkimi. Inny grobowiec, położony na gruntach gospodarza Topeka, 180 kroków na południe od osiedla nawodnego w jeziorze Orzysz zawierał skrzynię kamienną o długości 1,25 m i szerokości 0,75 m, w której również znaleziono popielnicę o charakterystycznie uformowanym, kulistym dnie.

Najwięcej źródeł do poznania starożytnej przeszłości okolic Orzysza dostar­czyły jednak badania nawodnych osiedli rusztowych. Dzięki badaniom tym możliwa jest obecnie rekonstrukcja układu i wewnętrznego rozplanowanie tych obiektów (ryc. powyżej).

Odkryte w ich obrębie materiały zwierzęce i roślinne pozwalają na określenie gospodarki mieszkańców tego regionu we wczesnej epoce żelaza, czyli w VI-II wieku p.n.e. Układ elementów konstrukcyjnych tych osiedli oraz - przede wszys­tkim stan ich zachowania - pozwala domniemywać, dlaczego obiekty te zostały w pewnym czasie nagle opuszczone. Problematyka mazurskich osiedli nawodnych jest fascynująca, jednak na tyle obszerna, że będzie tematem następnego artykułu.

W tym miejscu natomiast chciałbym powrócić do Johannesa Wilhelma Heydecka i wpływu, jaki na jego dalsze życie wywarły badania w rejonie Orzysza. Jak już wyżej wspomniano był on malarzem i profesorem Akademii Sztuki w Królewcu - uczelni, w której wcześniej studiował pod kierunkiem znanego malarza historycznego Ludwika Rosenfeldera. Nawiasem mówiąc, córka Rosen­feldera - Emma - została potem żoną Heydecka.

Johannes W. Heydeck pozostawił po sobie głównie obrazy o treści historycz­nej i religijnej, malował też jednak portrety oraz pejzaże. Niektóre z jego prac zdobiły gmachy publiczne. Na przykład obraz "Homer i Dawid" znajdował się w Starej Auli Uniwersytetu w Królewcu. Płótno zatytułowane "Królowa Luiza" zdobiło amfiladę budynku starostwa w Fiszawie. Dziełem Heydecka był też obraz w ołtarzu kościoła w Sackheim - dzielnicy starego Królewca. Kilka portretów jego autorstwa weszło do zbiorów Muzeum Miejskiego stolicy Prus Wschod­nich. Królewiecki artysta był również członkiem Akademii Sztuki w Berlinie.

Mimo tego, że jego twórczość nie wykraczała ponad solidny poziom akademi­cki, Wydział Filozoficzny Uniwersytetu w Królewcu nadał mu, w 1894 roku, tytuł doktora honoris causa. Wyróżnienie to otrzymał wprawdzie za całokształt zasług dla kultury i nauki Prus Wschodnich, nie ulega jednak wątpliwości, że głównym powodem jego przyznania był wkład Heydecka w poznanie pradziejów ziem pruskich.

Badania osiedli nawodnych w rejonie Orzysza miały zasadnicze znaczenie dla dalszych zainteresowań Johannesa W. Heydecka. Znakomite rezultaty tych wyko­palisk (jednych z pierwszych przez niego prowadzonych) sprawiły, że prahistoria stała się głównym jego zajęciem i pasją. Szczególnie aktywnie uczestniczył w pra­cach wykopaliskowych, będąc w II połowie XIX wieku najdynamiczniej działają­cym badaczem pradziejów Prus Wschodnich. Ogółem rozkopał co najmniej osiemdziesiąt dwa stanowiska archeologiczne w siedemdziesięciu ośmiu miejscowościach. Był najdłużej czynnym terenowo, wschodniopruskim archeologiem - prowadząc wykopaliska w ciągu trzydziestu siedmiu sezonów badawczych.

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku uważany był za postać numer 1 w prahistorii Prus Wschodnich. Dowodzi tego fakt, że jemu właśnie powierzono przeprowadzenie w 1880 roku - budzących duże kontrowersje - badań grobu słynnego filozofa, Immanuela Kanta.

Heydeck angażował się również w działalność wystawienniczą. Między in­nymi, w tym samym, 1880 r., w ramach przygotowań do dużej, międzynarodowej wystawy archeologicznej w Berlinie wykonał wierny model nawodnego osiedla rusztowego z jeziora Orzysz, który cieszył się dużym zainteresowaniem zwiedzają­cych.

Wyniki wielu wykopalisk Johannesa W. Heydecka miały bardzo istotne znaczenie dla poznania wczesnej historii ziem pruskich. Najważniejsze jednak były jego badania osiedli nawodnych w okolicach Orzysza. Prace te miały pionierski charakter, a dzięki ich skali i osiągniętym rezultatom uważany jest Heydeck za czołowego, obok Szwajcara Ferdinanda Kellera, badacza tego typu osiedli.

 

Źródło: Z nad Pisy, autor: Mirosław J. Hoffmann

          artefakty_orzysz
Przedmioty znalezione w okolicy osady
Copyright © Remes
Design by : rygielpisz.eu.